Pojęcie potęgi informacji w naszych czasach jest już na tyle banalne i powszechnie używane, że generalnie nie ma sensu o tym wspominać. Ale.. no właśnie. Jak rozejrzymy się dookoła najdzie nas myśl – integracja. Otoczeni komórkami, laptopami, cały czas „w sieci” – mnie często aż korci, żeby przenieść tam swoją tożsamość. Wstępnie pomysł nieco futurystyczny, ale czy tak bardzo nie realny? Oczywiście nie mówię tu o wizjach filmowych, ale o czysto „informacyjnym przeniesieniu”. Większość z nas posiada blogi, często bawimy się w tzw. „social networking” (grono.net czy linkedin.com) – piszemy tam o sobie, co robimy, co chcielibyśmy robić.

Nasza tożsamość przechodzi ze świata realnego do wirtualnego bardzo naturalnie. Gramy w popularne ostatnio gry MMORPG. Często nie zdajemy sobie sprawy, że aby kogoś poznać wystarczy go po prostu poszukać i to w dodatku bez wychodzenia z domu. Współczesne systemy operacyjne, wszechobecne oprogramowanie publikujące dane on-line, książki adresowe importowane z telefonów i wędrujące gdzieś do baz danych. Kalendarze, którymi możemy dzielić się ze znajomymi. Ciekaw jestem ilu z Was pozbawionych dostępu do sieci ma wrażenie, że czegoś brakuje – ten komputer jest taki nie pełny. Świat rzeczywisty i ten, w któ- rym żywo uczestniczymy w zaciszu własnego biurka są już ze sobą bardzo powiązane. Czy można pójść dalej? Czy możemy jeszcze głębiej zanurzyć się w wirtualne morze powiązanych informacji?

Myślę, że tak. Wystarczy odrobina wyobraźni, łącze do internetu i parę elektronicznych zabawek, które zabieramy ze sobą nawet do kawiarni. Po co nasi znajomi, mają dzwonić i pytać gdzie jesteśmy? Wystarczy, że wejdą na naszego bloga i zobaczą gdzie aktualnie spędzamy czas, czy mamy ochotę na to by ktoś się przyłączył, czy też nie. Prawie wszystko możemy aktualnie przerobić na bity i wypuścić ich strumień w globalną sieć.

A najważniejsze jest to, że tzw. nowoczesne zabawki nie są już na tyle drogie, że może sobie na nie pozwolić tylko mała grupa bogatych szcze- niaków. Dzięki szybkiemu rozwojowi technologii jesteśmy w stanie przenieść do sieci właściwie całe swoje aktualne życie.

Należę do tej grupy ludzi, którzy siedzą przed komputerem cały czas – praca, przyjemność – to jedno i to samo. Chcę jak największą część swojego realnego życia przenieść na informacje i publikować, publikować ile się da. Wracając do przykładu z kawiarnią. Wyobraźcie sobie, że wasza komórka – a raczej palmofon, który kupiliście na jednej z aukcji internetowych ma wbudowany GPS oraz EDGE lub GPRS. Wysyłamy informację do naszego bloga obsługującego XMLRPC, w treści której jest nasza aktualna pozycja. Wszystko mamy oczywiście zintegrowane z frappr.com – pokazuje gdzie jesteśmy. Jeżeli spotkanie jest na tyle ciekawe, że nie chcemy aby ktokolwiek nam przeszkadzał klikamy „do not disturb” i już na blogu pokazuje się informacja – “jestem tu i tu, ale nie radzę przeszkadzać”.

Wszystko to mamy w zasięgu ręki, wystar- czy ją tylko wyciągnąć. Najlepszą chyba rzeczą we współczesnym świecie jest nieskończona możliwość tworzenia. Czy aby nie warto było by do tego naszego bloga dodać jeszcze informację o kamerach on-line znajdujących się najbliżej miejsca w któ- rym się znajdujemy, czy też ściągać dynamicznie prognozy pogody. Zaś dodając nowe informacje wszystko to automatycznie trafia do grupy zainteresowanych osób, które za pomocą jednego z wielu dostępnych mechanizmów dostają je na swoje małe przenośne zabaweczki w jakiejkolwiek formie. Wszystkie te informacje możemy dowolnie filtrować, przerabiać i modyfikować w taki sposób, aby trafiały tam gdzie powinny. Aktualnie dostępne technologie dynamicznej wymiany danych (Publish Subscribe) naprawdę dają wielkie możliwości. Dzięki całej masie dynamicznie generowanych stron, blogów mogących się integrować, portalom tematycznym, z których możemy pobierać “na żywo” informacje – uważam, że może. Wystarczy tylko odrobina samo zaparcia, trochę czasu, no i oczywiście pomysł. Przecież te wszystkie obrazki, teksty i filmy dostępne on-line za pomocą coraz to bardziej zaawansowanych wyszukiwarek tworzą już wiele nowych przestrzeni, które możemy eksplorować tak samo jak ulice nowo poznanych miast.

Idąc dalej w rozmyślania nad ożywieniem naszego wirtualnego ja, możemy zastanowić się nad „personalizacją” nas dla innych. Wiem, że dziwnie brzmi, ale już wyjaśniam o co mi chodzi. Otóż często spotykamy się z możliwością zmiany wyglądu strony, jej rozłożenia. Ale co w przypadku, jeżeli chcemy być dla wszystkich “trendi” w realnym życiu nie jesteśmy w stanie, ale “tam” możemy. Skoro można personalizować pojęcie “jak” to czemu nie możemy zrobić tego samego z “co”. Umieśćmy małą sondę przy wejściu na bloga i już. Niech się pokazują tylko te wpisy które mogą pasować do proflu osoby oglądającej.

Każdy z nas ogląda filmy science fiction – częstym motywem w takowych, które traktują o innych cywilizacjach jest zbiorowa świadomość. Umiejętność pewnej grupy do swobodnej wymiany informacji. Czy obecne formy publikowania w sieci, nie są namiastką? Owszem, że do generowania pełnego obrazu osobowości jeszcze mamy daleko, ale myślę – że to kwestia czasu, no i oczywiście tego jak się rozwinie technologia, w jakim kierunku pójdą producenci sprzętu i dostawcy usług. Ciekawe czy kiedyś duże firmy ISP wejdą w spółki z firmami produkującymi hardware i zaczną sprzedawać nie tyle dostęp, co całe zintegrowane platformy działające całkowicie on-line. W domach będziemy mieli gniazda światłowodowe do których będziemy podłączać stacjonarne lub przenośne terminale. Zaś całe nasze codzienne i wirtualne życie będzie odbywać się jednocześnie. Technologie potrzebne do wdrażania takich pomysłów już istnieją, lecz niestety tak daleka integracja na razie jest tylko fantastyczną wizją, przynajmniej jeżeli chodzi o problem skali.